Wychowany na bajkach ze zwierzakami

Bardzo lubię chodzić i ostatnio byłem we wrocławskim ZOO, chociaż przyznam, że moje wizyty mogę policzyć na palcach jednej ręki. Byłem jeszcze jedynie w Warszawie, Poznaniu i tych mniejszych ogrodach-safari w Niemczech i Danii. Wychowałem się na bajkach takich jak Dumbo, Król Lew, Zakochany Kundel i wielu, wielu innych. Jako dziecko bardzo poruszały mnie obrazki zwierzęcej krzywdy, nieszczęścia i złego traktowania przez człowieka. Zapadły mi one dość mocno w pamięci i zgaduję, że to może dlatego teraz tak uwielbiam zwierzęta i interakcję z nimi 🙂 

ZOO – czy to takie złe miejsce?

Jak najbardziej rozumiem, że ktoś może być przeciwnikiem ZOO. Główny argument jest taki, że zwierzaki żyją w niewoli, ok – ogarniam. Osobiście jednak uważam, że ogrody zoologiczne niosą za sobą więcej pozytywów, niż negatywów. Czemu? Po pierwsze, często dochód z biletów jest przeznaczany na organizacje walczących o utrzymanie zagrożonych gatunków. Sam ostatnio stając przed wyborem kupna biletu do Wrocławskiego ZOO za 45zł i 46zł, wybrałem ten za złotówkę więcej, bo ta kasa przekazywana jest na fajne cele. Po drugie ogrody zoologiczne pozwalają nam, być może w niewielkim procencie (ale jednak), zrozumieć w jaki sposób te zwierzaki żyją, bądź mogłyby żyć na wolności – gdyby nie szkodliwa działalność człowieka.

Tutaj przechodzimy do bardzo istotnego punktu, jakim jest funkcja uświadamiania przez ZOO. Prawie na każdym kroku można znaleźć informacje i tabliczki o danym zwierzęciu, skąd pochodzi, ciekawostki, ale też to, czy jest to gatunek zagrożony, a jeśli tak to dlaczego i co możemy z tym zrobić? Wiedzieliście np., że popularne gwarki przez swoje zdolności naśladowania dźwięków są krytycznie zagrożone przez nielegalne odłowy i sprzedawanie na targach? Często ze stresu umierają w klatkach. A także nosorożce przez róg, który jest w obecnych czasach ich przekleństwem?

Co ze słoniami, tygrysami, nosaczami, rysiami itd. itd.? Niektóre z zagrożonych gatunków liczą ledwie po kilkadziesiąt osobników, albo już wyginęły przez działalność człowieka. I to właśnie miejsce zwane ZOO jest dla nich bezpieczną przystanią. Niektóre ze zwierząt przetrwały tylko i wyłącznie przez hodowlę w warunkach ogrodów zoologicznych, z dala od kłusownictwa i poprzez przywracanie ich w przyrodzie.

Dzieci i ich edukacja

Może najważniejszy w tym wszystkim jest fakt, że idąc do ZOO, idzie się tam często z rodziną. Zabiera się syna, córkę, wnuczków. Nauczenie przez dorosłych swojego potomstwa, że zwierzęta czują tak samo jak my i są naszymi sprzymierzeńcami na tej planecie, to spory sukces. Być może któreś z tych małych krzykaczy przez taką wizytę coś z tego wyniesie i pomoże to w przyszłości im zrozumieć, że zmagamy się ze sporym problemem szkodliwej działalności człowieka i kłusownictwa.

Co MY możemy zrobić?

Pewnie tego świadomie nie robimy, ale nie kupujmy zwierząt z przemytu i przedmiotów wykonanych z zagrożonych gatunków zwierząt – czytajmy etykiety. Nawet mając dobre intencje i odkupując biednego ptaszka w klatce, na jego miejsce za chwilę pojawi się kolejny, bo tak to niestety działa. Tak samo będąc na wakacjach np. w Azji nie próbujmy dziwnie brzmiących dań, bez opisanych składników – często są to potrawy przygotowane z zagrożonych gatunków. Pomyślmy, czy naprawdę musimy próbować tej zupy z płetw rekina? I chyba dość ważne – uświadamiajmy innych.

Absolutnie nie planowałem takiego wpisu, bo nie jestem żadnym ekspertem, ale będąc ostatnio we wrocławskim i poznańskim ZOO, dotarło do mnie z jakim ogólnoświatowym problemem mamy do czynienia i chciałem choć w taki sposób dołożyć coś od siebie w tym temacie. Ja sam myślę, że ogrody zoologiczne pełnią dość ważną i pozytywną, edukacyjną funkcję. Kiedyś można było rzeczywiście postrzegać te miejsca jako obozy zwierzęcego niewolnictwa, ale warunki zamieszkania zwierząt w ZOO zmieniły się przez ostatnie lata bardzo na plus. Chwała im za to!

A jeśli udało mi się choć trochę zwrócić uwagę na problem i skłonić nawet jedną osobę do przemyśleń, to naprawdę ekstra! Rzućcie jeszcze okiem na pozostałe zdjęcia 🙂

 

Trzymajcie się,
Daniel